Spośród wszystkich filmów opowiadających o przyjaźni człowieka z
psem, w kwestii ukazania jak najprawdziwiej więzi, jaka łączy dwunoga z
czworonogiem, ten film należy do grona tych, które osiągnęły efekt
najmocniejszy. Tytułowy RED, to 14 letni pies należący do
przeżywającego spokojnie jesień swego życia pół farmera, pół
sklepikarza Ludlowa (Brian Cox). Efekt filmu jest o tyle mocniejszy, że
RED pojawia się na ekranie w sumie może przez kwadrans. Jest
przedmiotem wszystkich dyskusji, nieobecnym bohaterem praktycznie
wszystkich scen, a pewna nieciekawa przygoda, jakiej był ofiarą podczas
wyprawy pana Ludlowa na ryby, jest punktem wyjścia do kolejki mających
nadejść wydarzeń.
Twórcom udał się trudny efekt połączenia struktury akcji rodem z
“Mad Maxa”, czy “Życzenia śmierci” z leniwym klimatem, typowym dla
telewizyjnych produkcji o perypetiach mieszkańców małego miasteczka na
środkowym zachodzie, gdzie wybrany po raz sto szósty szeryf narzeka w
knajpie na japońskie pick-up`y, a pomiatana przez leniwego męża
dziewczyna spełnia się na konkursie szarlotek. Narracja, sposób
przedstawienia tła historii, wszystko rodem z “Przystanku Alaska”, a
jednak film trzyma za sweter praktycznie od pierwszej minuty do
ostatniej.
Domyślam się jak zabawnie może brzmieć zbitka tytułów kina akcji z
pojęciem wyprawy dziadka na ryby, ale zapewniam, że “Red” do pogodnych
i zabawnych filmów ma dość daleko. Elementy scenariusza łączące te
skrajne wartości w sposób spójny i przejrzysty zachęciły znakomitych
aktorów, którzy uczynili ten debiutancki film jeszcze lepszym -
wspomniany Brian Cox w roli dziadka Ludlowa, Tom Sizemore i Robert
Englund w drugim planie.
Poszło o honor i przyzwoitość. Synalek pewnego bogato ożenionego
gbura (Sizemore), wyładował swą złość na psie pana Ludlowa. Pan Ludlow
odnajduje synalka i domaga się przeprosin. Ale gdzieżby synalek myślał
się korzyć. Ludlow naciska, wszyscy doskonale wiedzą jak było, ale
tatuś zasłania syna i grozi Ludlowowi, zgłaszającemu się regularnie po
swoją sprawiedliwość. Rozsierdzony postanawia zamknąć podstarzałemu
kowbojowi usta i wytacza przeciwko dziadkowi cięższą amunicję. A że
gbur ma szerokie koneksje, w sprawę zostają boleśnie wciągnięci bliscy
Ludlowa. I tak jak nieporozumienie na pewnym konkursie piękności
przyczyniło się do 10-letniego oblężenia Troi, tak w “Red” obserwujemy
dość przerażający rozwój wydarzeń, zapoczątkowany awanturą o psa.
Co urzeka w tej historii, to konsekwencja zachowań i kręgosłup
moralny Ludlowa. Nie jest on narzekającym na niedobór sprawiedliwości
społecznej maminsynkiem, nie podpiera się towarzystwami opieki nad
zwierzętami, telewizją, nie protestuje przeciwko posiadaniu broni, (nie
wlewa do baku soku z rzepy) tylko konsekwentnie, bez histerii, domaga
się rzeczy drobnej i najprostszej - przeprosin. I ta konsekwencja,
twardość ducha i oddanie idei przeraża jego cwańszych, liczniejszych i
bogatszych wrogów najbardziej. Oby więcej takich dziadków.